Guinness Dublin Porter – reaktywacja cz. 2


Guinness Dublin Porter to drugie z piw, które powstało w oparciu o stare receptury piwowarów z dublińskiego browaru w ramach The Brewers Project. Jego produkcję rozpoczęto równo rok temu.

Początki angielskiego porteru sięgają lat trzydziestych XVIII wieku. Uważa się, że powstał on na życzenie ówczesnych londyńskich robotników (tragarzy, dokerów), którzy zasmakowali w mieszance trzech gatunków piw: „ale”, „beer” i „twopenny”. Piwa te mieszano na miejscu w pubie, z trzech różnych beczek, co na dłuższą metę było dla szynkarza dość kłopotliwe.
Pewien londyński piwowar, Ralph Harwood, wpadł więc na pomysł warzenia piwa, które łączyłoby cechy wszystkich trzech razem wziętych. Piwo to zaczęto nazywać Porterem (z ang. tragarz) i dało ono początek nowemu stylowi.

W Irlandii zaczęto warzyć porter w 1776 roku. Browar Guinnessa rozpoczął jego produkcję w 1787 roku; wycofywał z produkcji kolejne gatunki piwa, aby do roku 1799 warzyć tylko porter.

Wracając do bohatera dzisiejszej degustacji, to przepis na niego powstał w 1796 roku. Piwo to swym charakterem ma nawiązywać właśnie do czasów, gdy mężczyźni po pracy szli do pubu, aby wychylić porcje swojego ulubionego porteru. Był to więc napój codzienny, pity często w większych ilościach, nie mógł więc być zbyt mocny: miał zaspokoić pragnienie, nie wpływając zbyt szybko na przytomność umysłu.

Dublin Porter wydaje się być piwem stosunkowo lekkim (zawartość alkoholu tylko 3,8%) – jak wypada w teście zaraz się przekonam.

Guinness Dublin Porter

etykiety Guinness Dublin Porter

Nazwa: Guinness Dublin Porter, alc. 3,8% vol.
Browar: St. James’s Gate, Dublin, Ireland

Podobnie jak w poprzednio opisywanym West Indies Porter mamy tutaj bardzo ładną stylizowaną etykietę. Kształtem i grafiką nawiązuje do starych, historycznych opakowań Guinnessa. Można rzec: vintage label.

Kolor: brunatny, pod światło widoczne refleksy koloru wiśni.

Piana: jasno beżowa, dość szybko opadająca, ale pozostaje jednak do samego końca konsumpcji.

Zapach: delikatny zapach palonego słodu. Dodatkowo wyczuwam, niezbyt intensywny ale jednak, aromat alkoholu, a w zasadzie jakby nutę suszonych owoców namoczonych w alkoholowej zalewie (a piwo jest przecież raczej słabe).

Smak: kawowy, palony słód, gorzka czekolada (wszystko więc typowo dla stoutów Guinnessa), ale dalej: wyczuwalny smak wędzonych owoców. Piwo jest umiarkowanie kwaśne, prawie bez goryczki, choć jednocześnie brak słodyczy. Aftertaste zamiast goryczkowy jest tutaj lekko wędzony. Słabe wysycenie.

Jest to lekki w piciu porter, raczej wodnisty, wytrawny, kawowo-kwasowy z nutą wędzonych owoców. Mając świadomość, że receptura na to piwo pochodzi z 1796 roku możemy w wyobraźni przenieść się się do ówczesnego pubu i poczuć smak dublińskiego portera – ciekawe doznanie, jednak Guinness w swej ofercie ma zdecydowanie lepsze propozycje.

rating-4_5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − three =