Legendarny stout – Guinness Original 3


Nadszedł więc czas na pierwszą degustację. W roli głównej: Guinness Original Extra Stout.

Stout jako odmiana portera zaistniał w Anglii około 1820 roku. W owym czasie portery o większej zawartości ekstraktu i alkoholu zaczęto nazywać „Extra Porter”, „Double Porter”„Stout Porter”. Samo słowo stout oznacza po angielsku: tęgi, mocny. Z czasem nazwę stylu skrócono po prostu do Stout.
Dzisiejszy Guinness Extra Stout na początku nosił nazwę Extra Superior Porter, aby następnie otrzymać w roku 1840 określenie, które nosi do dziś: Extra Stout.

Portery angielskie na początku swej historii były piwami treściwymi i mocnymi. Zawartość ekstraktu słodowego sięgała 15%, a alkoholu 6,5%. Warzone były z ciemnego, brązowego słodu. Z czasem, jeszcze w XIX wieku, portery te zaczęły słabnąć, podobnie jak inne piwa brytyjskie. Do produkcji portera zaczęto używać słodu jasnego, jako dodatek tylko używając słodu ciemnego, ale najczęściej dodawano palonego niesłodowanego ziarna jęczmienia. Miało to zdecydowany wpływ na zmianę aromatu i smaku tego piwa, w którym zaczęły dominować nuty palonego ziarna.
Obecnie angielskie portery są słabsze, ekstraktu zawierają ok. 11%, alkoholu ok. 5% i nie należy ich mylić ze zdecydowanie treściwszymi porterami bałtyckimi.

Nasz dzisiejszy bohater to przedstawiciel stoutów, jednak mocny i tęgi ma przede wszystkim wygląd, a i aromat obiecuje więcej treści.
Ale do rzeczy…

Przyznam, że moje pierwsze spotkanie z Guinnessem w Anglii nie należało do wspomnień, które chciałbym zachować w pamięci. Przede wszystkim pamiętam, że było kwaśne, dalej odgazowane, wodniste i kompletnie rozczarowujące. Nie zwróciłem wtedy uwagi na datę przydatności, ale tamten zakup wydał mi się mocno podejrzany: miliony ludzi na całym świecie fascynują się tym smakiem? No cóż, wprawdzie o gustach podobno się nie dyskutuje, ale chyba są jakieś granice dobrego smaku.
Natura badacza kazała mi podjąć kolejną próbę. Oto przede mną stoi butelka schłodzonego (niezbyt mocno) Guinnessa Original w wersji XX, uwarzonego jak głosi etykieta w Dublinie, z datą przydatności Best before 02/06/2016 (piwo więc zupełnie świeże).

Guinness Original Extra Stout

Opakowanie Guinness Original

Nazwa: Guinness Extra Stout Original, version XX, alc. 4,2% vol.
Browar: St. James’s Gate, Dublin, Ireland

Pozornie skromna, ale bardzo stylowa etykieta z obowiązkową harfą (herb Irlandii) oraz rzucającą się w oczy, czerwoną rzymską dwudziestką (numer wersji słynnego stouta).
Niemniej stylowy kapsel, wspólny dla czterech wersji Guinnessa.

Kolor: prawie czarny, pod światło widoczne rubinowo-wiśniowe refleksy; w tej czerni nie widać żadnych pęcherzyków.

Piana: wysoka, jasnobeżowa, drobne i średnie pęcherzyki, opada pozostawiając gąbczasty kożuch oblepiający szkło (lacing).
Nalewając z wysoka można mocno spienić prawie każde piwo, ale tutaj nalewałem po ściance (jak zwykle zresztą), a piana była na początku, o taka:

Guinness i jego wysoka piana

Zapach: palony słód, kawa, nuta chmielowa. Bardzo przyjemny, po ogrzaniu dochodzą aromaty owocowe, głównie rodzynki.

Smak: przede wszystkim czekoladowo-kawowy, dalej smak palonego słodu. Lekko tylko kwaśny, niewielka goryczka (aromat chmielowy zapowiadał większą), pozostawia posmak kawy i gorzkiej czekolady. I co ciekawe: dość wyraźne nuty wędzone. Tego się nie spodziewałem: w miarę ogrzewania posmak wędzonych śliwek stawał się coraz wyraźniejszy – bardzo miłe zaskoczenie. Wysycenie niewielkie.

Podsumowując: bardzo przyjemne doznanie. Wszystkie smaki i aromaty są sharmonizowane, jest ich wiele, lecz żaden nie dominuje. Tworzą naprawdę smaczny bukiet smakowy: kawowy, czekoladowy, kwaśny, gorzki, słodki i wędzony – to są smaki wypitego właśnie Guinnessa Extra Stout. Na pewno wrócę do niego nie raz.

ocena 5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 + seventeen =

3 komentarzy do “Legendarny stout – Guinness Original